Artwork for podcast Naukowo
O herbacie, wszędobylskich krukach i człowieku co niszczy Ziemię - #014
Episode 1430th April 2022 • Naukowo • Arkadiusz Polak
00:00:00 00:17:24

Share Episode

Transcripts

Arkadiusz:

Dzieńdoberek, czternasty odcinek rozpoczyna majówkę, przy mikrofonie Arkadiusz Polak, a dziś opowiem Wam o tym, dlaczego kruki i wrony opanowały cały świat, kiedy człowiek przyszedł do Ameryki i jak bardzo ten człowiek zniszczył Ziemię przez tysiące lat swego istnienia. Jeśli możecie - udostępnijcie proszę ten odcinek swoim znajomym w mediach społecznościowych, lajkujcie i komentujcie - pomoże mi to w dotarciu do nowych słuchaczy z kolejną porcją naukowych nowości. Dzisiejszy odcinek zaczniemy spokojnie i smacznie od Waszej ulubionej herbatki.

Arkadiusz:

Bo to właśnie ona, obok wody, to jeden z najpopularniejszych napojów na świecie. Szacuje się, że ponad 140 milionów Amerykanów pije herbatę każdego dnia. Oczywiście herbat jest całe mnóstwo, jako że to po prostu napar z rożnego rodzaju roślin. W Polsce rynek herbaty wart jest około 2 miliardów złotych, a Polacy upodobali sobie najbardziej herbaty czarne. Rosnąca współcześnie wśród konsumentów moda na zdrowy styl życia powoduje, że rośnie spożycie herbat ziołowych i zielonych. W produkcji przodują kraje azjatyckie, a do Polski najczęściej sprowadzane są herbaty z Kenii, Indii, Sir Lanki oraz Chin, w 2017 roku wartość importu herbaty to ponad 440 miliony złotych. Prozdrowotne właściwości herbaty są znane nie od dziś, a kilka dni temu na Szóstym Międzynarodowym Sympozjum Naukowym "Herbata, a zdrowie człowieka", który odbył się w Stanach Zjednoczonych, naukowcy przedstawili aktualny stan wiedzy dotyczący korzyści, jakie spożywanie herbaty niesie dla zdrowia człowieka. Herbata zawiera flawonoidy, naturalnie występujące związki o właściwościach przeciwutleniających. Flawonoidy zawarte w herbacie są związkami bioaktywnymi, które pomagają neutralizować wolne rodniki, które mogą uszkadzać materiał genetyczny oraz przyczyniać się do rozwoju chorób przewlekłych. Związki te w badaniach eksperymentalnych wykazały szereg właściwości antyrakotwórczych, sugestywne dowody wskazują, że spożywanie herbaty może zmniejszać ryzyko zachorowania na raka dróg żółciowych, piersi, wątroby i jamy ustnej. Herbata zawiera również L-teaninę, czyli aminokwas, który występuje tylko w niektórych rodzajach grzybów i w herbacie właśnie nie tylko poprawiając nastrój, ale też obniżając poziom stresu i chroniąc mózg oraz serce. W kompleksowym przeglądzie opublikowanych danych na ten temat, przedstawionym na sympozjum wykazano, iż zielona herbata może pomagać w walce z różnymi patogenami, zmniejszając zdolność takiego patogenu do infekowania organizmu i wspomagając układ odpornościowy. Istnieją mocne dowody na to, że herbata i jej składniki wydają się być korzystne w warunkach stresu, poprawiając uwagę i czujność. Dowody z badań potwierdzają wniosek, że spożywanie herbaty może wywoływać krótkotrwały, mocny, korzystny wpływ na uwagę mierzony za pomocą obiektywnych testów, takich jak test przełączania uwagi oraz na subiektywne odczucia dotyczące czujności. Badania konsekwentnie wykazują korzystny wpływ dużej dawki L-teaniny w połączeniu z mniejszą dawką kofeiny na uwagę badanych. Istnieje również coraz więcej dowodów na to, że już 1-2 filiżanki herbaty dziennie mogą znacząco zmniejszyć ryzyko wystąpienia demencji naczyniowej i choroby Alzheimera. Herbatę pijemy od tysięcy lat, od 60-70 lat systematycznie prowadzone są badania, które w ciągu ostatnich 15-20 lat przybrały na sile do tego stopnia, że dysponujemy bardzo wiarygodnymi danymi, które jednoznacznie wskazują, że ten prozdrowotny napar warto wprowadzić na stałe do swojej diety.

Arkadiusz:

Często zdarza się, że nauka nie tyle odkrywa coś nowego co potwierdza istniejące już teorie lub zaprzecza hipotezom, które usiłują podważyć istniejącą już wiedzę. Tak jest w przypadku nowych badań archeologicznych, które starają się wyjaśnić, kiedy i skąd człowiek przybył do Ameryki Północnej rozprzestrzeniając się z czasem na obie Ameryki. Ostatnimi czasy pojawiły się nowe domniemania, że istnienie ludzkich osad w Ameryce Północnej powinno być datowane na znacznie wcześniejsze okresy niż dotychczas sądzono, a pierwsi ludzie przybyli tam na długo przed migracją ludzi z Azji przez Cieśninę Beringa. Naukowcy z Uniwersytetu Wyoming obalają tę tezę i potwierdzają dotychczasowe ustalenia. Archeolodzy nie są zgodni co do daty pierwszego przybycia człowieka do obu Ameryk, ale zgadzają się, że populacje ludzkie rozprzestrzeniły się na kontynencie północnoamerykańskim około 13 000 lat temu, a następnie rozproszyli się na południe pomiędzy dwoma wielkimi lodowcami, które pokrywały wówczas większą część kontynentu. Ludzie byli wówczas łowcami i zbieraczami, którzy przybyli do Ameryki Północnej z Azji przez istniejący w okresie zlodowaceń pas lądu łączący dzisiejszą Syberię w Azji z terenami północnej Kanady i Alaski w Ameryce Północnej. Kolonizacja Beringii, bo tak nazwano tamte rejony, była prawdopodobnie konsekwencją zmian klimatu i roślinności oraz potrzebą poszukiwania nowych terenów umożliwiających życie ówczesnym ludom z północnej Azji. Ludzie w tej zamierzchłej przeszłości wykonywali proste narzędzia takie jak narzędzia kościane, kamienie młotkowe, skrobaki i pociski. I to właśnie obecność takich artefaktów pozwoliła badaczom potwierdzić dotychczasowe teorie i podważyć nowe hipotezy. Ziemia bowiem nie jest stabilna i niezmienna. Wraz z przemijaniem czasu zmienia się nie do poznania, osady z rożnych epok przemieszczają się, mieszają, nachodzą na siebie. A wraz z nimi także przedmioty, które znalazły się w ziemi przez ten okres. I tym właśnie zajmuje się stratygrafia, czyli nauka zajmująca się głównie ustalaniem następstw zalegania warstw skalnych, badaniem stosunków przestrzennych między nimi oraz określaniem wieku skał. Archeolodzy pracujący na alaskańskich stanowiskach byli tego świadomi i potrafili zidentyfikować problemy jakie te zjawiska geologiczne mogą wnieść do wykopalisk, wiedzieli, jak zbierać dane i poprawnie je analizować i interpretować, często konsultując się ze specjalistami z innych dziedzin. Stanowiska rzekomo starsze niż 13 000 lat są nieliczne i nie posiadają wystarczającej liczby artefaktów świadczących o wyraźnej obecności ludzi i produkcji przedmiotów. Dane pochodzące z niektórych wykopalisk mogły być błędnie interpretowane jako starsze, ponieważ zostały wymieszane z nowszymi pokładami skał. Badacze wskazują też, że ustalenie, czy tak jest w istocie, byłoby prostą sprawą. Idealnym sposobem byłoby systematyczne ponowne dopasowywanie odłupanych kamiennych artefaktów w celu znalezienia dopasowań między elementami, co pozwoliłoby określić, w jakim stopniu przedmioty przemieszczają się w pionie na takich archeologicznych stanowiskach. Obserwacje te potwierdzają hipotezę, że pierwsze przybycie ludzi na tereny Ameryki nastąpiło w czasie zbliżonym do 13 000 lat temu. Jest oczywiście możliwe, że ludzie skolonizowali Nowy Świat tysiące lat wcześniej, ale jeśli tak się stało, to powinni byli stworzyć odrębne skupiska w których przebywali, a niektóre z nich powinny zawierać do dziś dużą liczbę artefaktów. Fakt, że udało im się to w Beringii, ale nie udało na południe od lodowców kontynentalnych, sugeruje, że albo coś zasadniczo różniło się w zachowaniu ludzi na południe od lądolodów, albo że dowody wskazujące na obecność ludzi na południe od lądolodów zostały źle zinterpretowane. W przypadku takich wątpliwości należy przeprowadzić dodatkowe badania, by wykazać, że istnieje zgodność w datowaniu artefaktów i warstw skał, w których je znaleziono.

Arkadiusz:

A co w wykopaliskach znajdą następne pokolenia, co pozostanie po nas? Cóż wiele wskazuje na to, że znajdą ślady gigantycznej destrukcji środowiska spowodowanej przez ludzi. Nowy raport Organizacji Narodów Zjednoczonych przedstawia ogromne, negatywne skutki działalności ludzi w środowisku, w którym żyją i dzięki któremu w ogóle mogą funkcjonować. Link do tego raportu znajdziecie w opisie odcinka, a ja przedstawię Wam jego podsumowanie, które ONZ kieruje głównie do osób decyzyjnych, które mają realny wpływ na politykę, gospodarkę i działalność ludzi jako cywilizacji. A wnioski są zatrważające. Aby cywilizacja mogła istnieć musi mieć zapewnione pewne warunki do życia i funkcjonowania. Ponad połowa rocznego światowego PKB jest umiarkowanie lub w dużym stopniu zależna od kapitału naturalnego. Spośród dziewięciu granic planetarnych używanych do określenia "bezpiecznej przestrzeni operacyjnej dla ludzkości", cztery zostały już przekroczone: zmiany klimatyczne, utrata różnorodności biologicznej, zmiany w użytkowaniu ziemi oraz cykle geochemiczne. Ludzie przekształcili już ponad 70% powierzchni lądów na Ziemi powodując degradację środowiska i w znacznym stopniu przyczynili się do globalnego ocieplenia. Rolnictwo zajmuje obecnie ponad 40% powierzchni lądów na świecie i zmieniło oblicze naszej planety bardziej niż jakakolwiek inna działalność człowieka w skali globalnej - jest odpowiedzialne za 80% wylesiania, 70% zużycia wody słodkiej i jest jedną z największych przyczyn utraty różnorodności biologicznej na lądzie. Podtlenki azotu pochodzące z nawozów sztucznych oraz metan emitowany przez zwierzęta przeżuwające stanowią największą i najsilniej oddziałującą część emisji gazów cieplarnianych pochodzących z rolnictwa. Co najmniej 70% lasów tropikalnych wyciętych na potrzeby rolnictwa w latach 2013-2019 zostało wyciętych z naruszeniem prawa, a z dotacji dla rolnictwa wynoszących ponad 700 miliardów dolarów rocznie tylko około 15% tej kwoty pozytywnie wpływa na kapitał naturalny, bioróżnorodność czy długoterminową stabilność zatrudnienia. A to przecież zdrowe gleby mają kluczowe znaczenie dla produkcji wystarczającej ilości pożywnej i bezpiecznej żywności. Także inne ekosystemy odgrywają kluczową rolę: użytki zielone i sawanny zapewniają utrzymanie milionom ludzi. Dorównują one lasom zarówno pod względem globalnego zasięgu, niestety także potrzebą ochrony i odtwarzania. Równie ważne są tereny podmokłe, których powierzchnia od dłuższego czasu maleje, w ostatnich dziesięcioleciach trzykrotnie szybciej niż globalna utrata lasów. Utrzymanie ich zdolności do pochłaniania i magazynowania węgla jest kluczowe dla przyszłości odpornej na zmiany klimatu. Jeśli obecne trendy degradacji ziemi utrzymają się w tym stuleciu, naukowcy przewidują, że poważne konsekwencje powodowane przez klimat nasilą się. Obejmują one zakłócenia w dostawach żywności, przymusowe migracje z powodu zmian klimatu oraz ciągłą utratę i wymieranie różnorodności biologicznej. Łącznie, te tendencje zwiększają ryzyko pogorszenia się zdrowia ludzkiego, większej liczby chorób odzwierzęcych oraz nasilenie konfliktów o zasoby ziemi. Autorzy raportu wielokrotnie zwracają uwagę na kwestię edukacji, budowania świadomości i społeczeństwa obywatelskiego. Energia, talent, kreatywność i pionierski duch ludzi młodych mogą poprowadzić społeczeństwo ku bardziej sprawiedliwej i odpornej przyszłości. Dzięki wiedzy i znajomość technologii informacyjnych i komunikacyjnych, młodzież staje się coraz bardziej znaczącym, głośnym i wpływowym aktorem w lokalnych i globalnych ruchach domagających się działań na rzecz klimatu, sprawiedliwości żywnościowej i dbałości o środowisko. Są także zdecydowanymi orędownikami większej odpowiedzialności biznesu i bardziej zrównoważonej konsumpcji, co daje duże szanse na przyspieszenie realizacji programu odbudowy ziemi. Bardzo ważna jest także rola ludności rdzennych i lokalnych społeczności. Jako sprawdzeni zarządcy ziemscy, będą oni stanowić kluczowy czynnik dla powodzenia globalnego programu przywracania ziemi, ale tylko wtedy, gdy ich prawa zostaną uznane i będą zaangażowani w zarządzanie obszarami chronionymi. Rdzenna i lokalna wiedza, zwyczajowe użytkowanie i praktyki zarządzania muszą być traktowane na równi z nowoczesnym podejściem naukowym. Skąd na to wszystko wziąć pieniądze? Nierealistyczne jest oczekiwanie, że kraje rozwijające się pokryją cały rachunek za przejście na gospodarkę opartą na rekultywacji. Potrzebne będzie wsparcie pozabudżetowe - od inwestycji przedsiębiorstw i finansowania przez nie działań związanych z klimatem, umarzania długów, pomocy darczyńców, pomocy rozwojowej, aż po szereg innowacyjnych instrumentów finansowych, które wyraźnie uwzględniają kryteria środowiskowe czy społeczne. Ale dbanie o środowisko, w którym żyjemy i próba cofnięcia destrukcyjnych zmian jakie wywołaliśmy to nie tylko wydatki. Korzyści płynące z gospodarki regeneracyjnej, która ogranicza emisję gazów cieplarnianych i degradację gruntów szacuje się na 125-140 bilionów USD rocznie, co stanowi nawet półtora raza więcej niż globalny PKB, który w 2021 r. wyniesie 93 biliony USD. Każdy dolar zainwestowany w regenerację terenów zdegradowanych przynosi od 7 do 30 USD korzyści ekonomicznych, tak samo regeneracja lasu lub poprawa stanu gleby oferuje zwrot w postaci przyszłych dostaw drewna lub żywności. Realizacja tych zobowiązań będzie wymagać inwestycji w wysokości aż 1,6 biliona USD w ciągu 10 lat. Chociaż kwota ta jest znacząca, jest ona znacznie mniejsza niż kwota subsydiów dla rolnictwa i przemysłu wydobywczego. W listopadzie 2020 roku, przywódcy państw z grupy G20 wyrazili wspólną ambicję osiągnięcia 50% redukcji terenów zdegradowanych do 2040 roku. Społeczność międzynarodowa zobowiązała się też do przywrócenia jednego miliarda hektarów terenów zdegradowanych do 2030 roku. Ponad 130 krajów potwierdziło swoje indywidualne i zbiorowe zobowiązania w ramach trzech konwencji z Rio - w sprawie pustynnienia, różnorodności biologicznej i ochrony środowiska. Obejmuje ono również zobowiązania do ułatwienia handlu i zmianach w polityce handlowej i rozwojowej, które zapobiegają wylesianiu i degradacji gruntów, zwłaszcza w odniesieniu do towarów rolnych, takich jak wołowina, soja, olej palmowy i drewno. To ambitne 10-letnie zamierzenie ma na celu przekształcenie praktyk zarządzania gruntami i wodą, tak aby sprostać wymaganiom XXI wieku, a jednocześnie wyeliminować ubóstwo, głód i niedożywienie. Odnowa ziemi to wspólna odpowiedzialność - każdy ma do odegrania pewną rolę, ponieważ każdy będzie czerpał z tego korzyści w przyszłości.

Arkadiusz:

Ludzka inteligencja pozwoli nam odbudować naszą planetę, jeśli będziemy do tego dążyć. A inteligencja wron i kruków pomogła im tak bardzo rozpowszechnić się na świecie. Ta grupa ptaków jest wyjątkowa, ponieważ rozprzestrzeniła się na całym świecie, zajmując niemal wszystkie biomy Ziemi, od najgorętszych pustyń po regiony arktyczne, rozgałęziając się na co najmniej 46 odrębnych gatunków. Wroni i kruki mogą latać - to niewątpliwie cecha ułatwiająca przenoszenie się na większe odległości i przez to rozprzestrzenianie się tych gatunków. Ale przecież w nowym miejscu wiele rzeczy może pójść nie tak - niewystarczające zasoby, konkurencja ze strony innych ptaków, presja drapieżników i warunki klimatyczne, które mogą w znacznym stopniu różnić się w zależności od rejonów. Dlatego naukowcy z Uniwersytetu w Barcelonie wysnuli hipotezę, że szybkie rozprzestrzenianie się może być ułatwione nie tylko przez zdolność do pokonywania dużych odległości, ale także przez wyjątkową zdolność do reagowania na nowe wyzwania środowiskowe. Nie jest bowiem łatwo przystosować się po przenosinach z tropikalnego lasu deszczowego do zimnej Arktyki. Wyniki sugerują kilku potencjalnych kandydatów, które pomogły tym gatunkom w ekspansji i dostosowania się do różnych warunków: wydłużone skrzydła, większe ciała i większe mózgi. Wydłużone skrzydła są naturalnie powiązane z lataniem, a więc większym potencjałem do zmiany otoczenia. Duże ciała dają znaczącą przewagę w konkurencji międzygatunkowej, a duży mózg, w stosunku do wielkości ciała, zapewnia podstawy dla zmian w zachowaniu i uczenia się, cech, które jak wiadomo, ułatwiają przetrwanie w nowych środowiskach i przyswajanie nowych możliwości korzystania z zasobów. Ekspansja wron i kruków była poprzedzona ewolucją wszystkich trzech z tych cech, a widocznym dowodem na to są nowe kształty dziobów, które nie występowały u żadnego innego krukowatego. Warto też zwrócić uwagę na dużą elastyczność w wyborze miejsc gniazdowania - tym gatunkom nie przeszkadza obecność człowieka, co więcej opanowały one środowiska miejskie często wypychając inne gatunki. Możliwe, że to taka elastyczność umożliwiła przodkom wron i kruków kolonizację siedlisk, które bardzo różniły się od tych, w których ostatnio ewoluowały, a ich zdolność do przetrwania w nowych warunkach pozwoliła na późniejsze lepsze dopasowanie do nowych środowisk. Dzięki takim badaniom naukowcy mogą lepiej poznawać procesy, dzięki którym zwierzęta szybko rozprzestrzeniają się po całej planecie oraz obserwować jak taka ekspansja geograficzna przekłada się na powstawanie nowych gatunków.

Arkadiusz:

Ten sam gatunek powie Wam za to o nowych informacjach naukowych już w najbliższą środę. Jeśli podkast Wam się podoba i chcielibyście wesprzeć mnie finansowo abym mógł kontynuować projekt to możecie to zrobić w serwisie Patronite pod adresem www.patronite.pl/naukowo. Dziękują za Waszą uwagę, życzę Wam słonecznej i radosnej majówki, do usłyszenia!